Włosy.sos.plPreparaty na wypadanie włosów i łysienie...

Graficzne przedstawienie działania Nanogenu


przed


po
 www.herker.pl
Największa oferta. Wszystkie preparaty Toppik razem. Zagęszczanie włosów różne metody.
 www.mirao.pl
Mikrowłókna do włosów, włosy doczepiane, preparaty na łysienie.
»  Historia przeszczepu włosów

Pomysł, aby przeszczepiać włosy, jest wiekowy, bowiem już prawie sto lat temu wpadł na niego pewien Amerykanin, opatentowując pistolet do wszczepiania włosów. I jakkolwiek było to obiecujące wydarzenie, nie skończyło się kosmetycznym sukcesem. Wstrzelony włos utrzymywał się bowiem tylko do pierwszego czesania. Musiało upłynąć jeszcze sporo czasu, zanim zabiegi przeszczepiania zaczęły kończyć się powodzeniem.

Te pierwsze próby pozostały nieudane, ponieważ nie wiedziano wtedy jeszcze, że transplantacja samego włosa jest jak przesadzanie ciętego kwiatka. Bez „korzenia” włos nie mógł rosnąć i wypadał. Pierwsze udane zabiegi miały miejsce dopiero w połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, a ich autorami byli - prawie równolegle i niezależnie od siebie – Japończycy i Amerykanin, Norman Orentriech.

Nowa metoda polegała na przeszczepianiu małych krążków owłosionej skóry, którą przenoszono w bezwłose miejsca. I chociaż nowoposadzone włosy rosły, kosmetyczny efekt nie budził zachwytu – nierównomierne kępki wyglądały bardzo nienaturalnie, zupełnie niezgodnie z fizjologicznym wyglądem zdrowo owłosionej skóry głowy. Zabieg należało więc powtarzać, żeby ukryć jego mankamenty.

Pierwszy krok został jednak uczyniony. Skoro już wiadomo było, że udany zabieg polega na przeniesieniu włosa razem z mieszkiem, kwestią czasu pozostało udoskonalenie tej techniki tak, aby efekt nie raził sztucznością. Próbowano na przykład wycinać paski owłosionej skóry głowy i wszczepiać je w nowe miejsca. Dawało to lepsze rezultaty, ale jeszcze dalekie od ideału - po wyciętym fragmencie skóry zostawała blizna, podobnie widoczne były brzegi transplantowanej skóry.

W międzyczasie próbowano innych, „okrężnych” metod, na przykład wycinania pasków pozbawionej włosów skóry, co miało dosłownie likwidować łysinę. Niestety, ślady takiej operacji bywały gorsze od samego łysienia - wyglądały bardzo nienaturalnie i szpeciły właściciela, który na próżno chciał zamaskować przed światem swoją dolegliwość.

Sprzymierzeńcem pacjentów okazał się rozwój techniki i benedyktyńska wręcz cierpliwość prowadzących zabiegi medyków. Po licznych próbach innych metod, w 1981 roku zastosowano wreszcie mikrotransplanty, czyli przeszczepianie pojedynczych mieszków włosowych. Od tego czasu pozytywny efekt zabiegu zaczyna być dużo bardziej wyraźny, niż pozostałe po nim blizny.

Przez te lata zmieniły się również techniki transplantacji. Podczas kiedy na początku była to prawdziwa operacja, dziś jest już tylko zabiegiem, wykonywanym w miejscowym znieczuleniu. Medycyna estetyczna posunęła się nawet o tyle, że nie trzeba do niego używać skalpela - wystarczy specjalna igła o bardzo małej średnicy, którą pobiera się mieszek włosowy. Tą samą igła wszczepia się go w odpowiednio "dziurkowane" nowe miejsce.

Te zmiany spowodowały wzrost bezpieczeństwa zabiegu, ograniczyły ryzyko powikłań i sprawiły, że czas gojenia miejsca po przeszczepie uległ znacznemu skróceniu. Pacjent zyskał większy komfort, ograniczając się właściwie do oczekiwania na wyrośnięcie nowych włosów. Nowych - bo chociaż ten sam mieszek włosowy pracował na jego głowie od lat, teraz, przesadzony, zapełnia miejsce, które natura chciała pozostawić już na zawsze łysym.